piątek, 9 czerwca 2017

Tort naleśnikowy ''Wróg Wątroby''



   Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie tort naleśnikowy. Ale wiadomo, że nie byle jaki :) Taki fest, żeby zapadał w pamięć i żołądek, dając uczucie sytości i przyjemne wspomnienia...
   Jeśli wątroba nam podpadła i chcemy się zemścić, podajmy jej taki oto tort - zapewne nie będzie już chciała z nami gadać :))
   Tort więc zawiera w sobie full cebuli, ziemniaków, wysmażonych na skwarki wędlin, dodatek smalcu i żółtego sera. Naleśniki z mąki pszennej razowej i orkiszowej nadają mu dodatkowy, wyraźny smak. Na wierzchu w charakterze korony dumnie tkwi jajko sadzone :)
   Pachnie upojnie. Smakuje niesamowicie. Nic tylko jeść i nie słuchać wątroby... nie pokazywać dietetykom, bo - jak to kiedyś stwierdził Tomek Jakubiak - oni w zdecydowanej większości nie wiedzą, co dobre :)
   Ze względów powyższych zyskał nazwę Wróg Wątroby :) choć ten wróg wygląda przepięknie, choć pachnie upojnie... ;)




   Przygotuj:
-  naleśniki do wyłożenia formy i użycia jako blaty do tortu - jakie chcemy, ja wykorzystałam naleśniki z mąki pszennej razowej i orkiszowej
-  2 duże cebule (takie XXL)
-  czosnek (wedle uznania)
-  2 liście laurowe
-  1 duża marchewka
-  1 pietruszka
-  1 korzeń pasternaku
-  1 duży por - biała część
-  kilka suszonych pomidorów
-  2-3 gałązki świeżego tymianku
-  pętko białej kiełbasy
-  skrawki wędlin (np. wędzony boczek, jakaś cienka - jeśli swojska to jesteśmy w raju, trochę szynki wędzonej, tak by wędlin wyszło 300-400g)
-  sól i pieprz do smaku (nawet bardziej niż do smaku ale bez przesady)
-  słodka papryka w proszku
-  suszony tymianek
-  majeranek
-  smalec do smażenia
-  tłuczone ziemniaki (np. pozostałe z obiadu)
-  żółty ser do posypania po wierzchu i między warstwami
-  bułka tarta do wysypania formy
-  wędzony ser
-  natka pietruszki
-  jajka sadzone do podania


   Białą kiełbasę razem z ćwiartką cebuli, kilkoma ząbkami czosnku (w łupinkach) i liśćmi laurowymi pieczemy w temperaturze 180 stopni. Pieczemy do ładnego jej zrumienienia i zapachu. Na cebulę i czosnek nie zwracamy uwagi, jeśli się trochę przepieką, to nawet lepiej.





   Marchewkę, pora, pietruszkę, pasternak i drugą ćwiartkę cebuli obieramy i kroimy tak, jak się nam podoba. Na patelnię wrzucamy porządną łyżkę smalcu i do miękkości smażymy na nim marchewkę. Na małym ogniu. Następnie dodajemy resztę warzyw, solimy, pieprzymy, w razie potrzeby dokładamy smalcu. Dorzucamy świeży tymianek  i smażymy do chwili, aż warzywa ładnie się zrumienią. Zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok, tymianek wyrzucamy - oddał już swój smak i zapach.


   Połówkę cebuli kroimy w porządne plastry, a wędliny w grubą kostkę. Na patelnię wrzucamy wędliny, zaczynając od tych najtłuściejszych.Kiedy z wędlin zaczną powstawać skwareczki (nie za twarde, takie al'dente ;)) wyciskamy czosnek, który piekliśmy razem z kiełbasą. Normalnie w palcach, taki podpieczony wyskoczy bardzo ładnie nawet bez obierania. Dokładamy też część cebuli z pieczenia i listki laurowe. Szklimy cebulę razem z wędlinami. Doprawiamy porządnie solą, pieprzem i papryką. Śmiało możemy przypalić - będzie nawet lepsze. Nie ma być zdrowe, ma być smaczne! Odkładamy na talerz i świeżo zdjęte z patelni śmiało doprawiamy majerankiem, tłuszcz zostawiamy na patelni. Liście możemy już wywalić :)

  Na tłuszcz pozostały ze smażenia skwarków z wędlin wrzucamy pokrojoną w grube półplastry resztę cebuli. Dodajemy również resztę tej z pieczenia. W razie potrzeby dokładamy kolejną łyżkę smalcu.






   Kiedy cebulka ładnie się zrumieni, wrzucamy ziemniaki, nie żałujemy sobie - w trakcie smażenia one obsiądą. Posypujemy je porządnie suszonym tymiankiem, solą, sporą ilością pieprzu i mieszamy ze zrumienioną cebulką. Smażymy na rumiano i na mięciutko. Jeśli się zagapimy, zagadamy, zasiedzimy na Fejsie, zdrzemniemy, odwiedzimy sąsiada, a ziemniaki się przypalą - jeszcze lepiej, aby tylko nie zmieniły się w kupkę węgla :))



   Formę smarujemy smalcem (no dobra, może być masło, nie przesadzajmy ;)) i sypiemy bułką tartą. Spód wykładamy naleśnikami. Na naleśniki wykładamy ziemniaki, równamy ich powierzchnię. Posypujemy lekko startym żółtym serem, możemy dodać kawałki wędzonego.
   Kładziemy na to kolejną warstwę naleśników - tym razem nieco grubszą.



   Kolejną warstwą niech będą wędliny. Wyłóżmy je i rozprowadźmy po naleśnikowym blacie. Na to dołóżmy ze dwa pokrojone w kostkę, suszone pomidorki. Do tego starty żółty ser w ilości zbliżonej do tej, którą sypaliśmy warstwę kartoflaną.
   Kolejna porządna warstwa naleśników. Lekko dociskamy dłońmi.





   Jako ostatnią warstwę wykładamy warzywa i resztę pokrojonych w kostkę suszonych pomidorów. Sypiemy to porządnie żółtym serem (część zostawiamy).







   Pieczemy w 200 stopniach przez około 20 minut (bez termoobiegu). Do tego czasu ser z wierzchu powinien się lekko przypalić ;) jeśli tak się nie stanie, pieczemy dalej albo włączamy opiekacz w piekarniku.
   W międzyczasie siekamy pietruszkę i smażymy sadzone jajka.
   Posypujemy resztą sera, dekorujemy plastrami sera wędzonego i zostawiamy w piekarniku do chwili, aż ser się rozpuści.
   Koronujemy sadzonym jajkiem i posypujemy natką pietruszki.
   Podajemy z jajkami sadzonymi bardzo głodnym osobom :)

P.S.: Za wszelkie niestrawności oraz ataki woreczków żółciowych odpowiedzialności nie biorę. Amen :)

Smacznego!!!!