wtorek, 18 lipca 2017

Zupa z młodych grzybów - po prostu grzybowa :))



   Lubię lato, wręcz je kocham. To niestety jest stosunkowo chłodne, z mężem wyczekujemy chwili, aż złapiemy walizkę i pojedziemy z córcią nad wodę i sobie poszalejemy ;) pogoda nie rozpieszcza, jednak w lesie pojawiają się pierwsze grzyby. Kilka dni temu przywiozłam kurki, o czym informowałam na Instagramie. Dziś za to podczas wypadu do lasu spotkałam pierwsze młode koźlaki. Wprost idealne na zupę!
   Nie wiem jak Wy, ale ja czuję lato w pełni, kiedy poza wysokimi temperaturami (na szczęście było kilka takich dni) zbieram grzyby, a potem w domu roznosi się zapach zupy grzybowej... coś wspaniałego :) ta zupa po prostu pachnie latem i lasem. Grzyby w połączeniu z rozmarynem i estragonem smakują niesamowicie, a taką zupę wrąbie największy niejadek :)



   Przygotuj:
-  1 dużą marchewkę
-  1 dużą pietruszkę lub pasternak (smak jest bardzo podobny, nieraz nawet w sklepie pasternak występuje jako pietruszka, widziałam niedawno w Carefourze)
-  1/4 dużego selera
-  2 gałązki lubczyku
-  2 gałązki rozmarynu
-  kilka młodych ziemniaczków
-  około 700g świeżych grzybów, np. koźlaków
-  3 listki laurowe
-  5 kulek ziela angielskiego
-  sól i pieprz do smaku
-  1 czubata łyżka majeranku
-  0,5 łyżeczki estragonu
-  1 cebula
-  1 łyżka smalcu
-  świeży majeranek do dekoracji
-  natka pietruszki
-  2 łyżki śmietany 12-18%

   Przygotowujemy wywar warzywny: do garnka wrzucamy seler, pasternak/pietruszkę i marchew kroimy w mniejsze kawałki. Dodajemy listki i ziele.
   Zalewamy wodą i gotujemy do momentu, aż marchewka zacznie mięknąć. W międzyczasie dodajemy lubczyk (nie musimy go kroić, chodzi o aromat).
   Kiedy marchewka zacznie robić się miękka, wywalamy pasternak i ziele, a marchewkę łowimy na talerzyk i kroimy w mniejsze części, na przykład półplasterki i wrzucamy do garnka.

   Grzyby myjemy pod zimną wodą, oglądamy uważnie pod kątem tzw. piechoty (w przypadku koźlaków robaczki lubią siedzieć nie w białej części kapelusza, a w tej ''gąbce'' od spodu i na dole korzenia, gdzie jest grubszy, więc na te miejsca zwracamy szczególną uwagę). Korzonki, o ile są zdrowe, również świetnie nadają się do zupy. Kroimy je na mniejsze części i wrzucamy do zupy. Ziemniaczki skrobiemy lub obieramy ze skórki, kroimy również na mniejsze kawałki i razem z dwiema gałązkami rozmarynu wrzucamy do zupy. Gotujemy to razem jakieś 20 minut na średnim ogniu. Pilnujemy ziemniaczków, żeby ich nie rozgotować. Wbrew pozorom, chwila nieuwagi i będziemy mieli na dnie garnka biały muł, a nie młode kartofelki ;)
   W międzyczasie kroimy w kostkę cebulę i szklimy ją na łyżce smalcu. Dodajemy do zupy wraz z tłuszczem i razem gotujemy.

   Kiedy kartofelki się ugotują, do kubka wrzucamy dwie łyżki śmietany i wlewamy w to trzy łyżki zupy. Dokładnie mieszamy, po czym znowu dodajemy trzy łyżki zupy. Kilka razy powtarzamy operację, po czym ciągle mieszając zupę, wlewamy rozrobioną śmietanę do garnka. Możemy nie zawracać sobie głowy i rozrobić byle jak, ale liczmy się z tym, że będą nam pływać po zupie białe gluty. Ja tego nie lubię, więc mówię jak robię, żeby ich nie było :))
   Dodajemy majeranek, estragon, do smaku doprawiamy solą i pieprzem.
   Podajemy ozdobione kleksem śmietany i świeżym majerankiem. Możemy posypać obficie natką pietruszki - ona bardzo się lubi z grzybami.


P.S.: Jeśli znajdę znów ładne koźlaki, pokażę Wam super przepis na smażone grzyby... po prostu bajka!!!


Smacznego!!!!