sobota, 12 listopada 2016

Francuska cebulowa zupa krem



   Francuska cebulowa zupa krem, tak naprawdę wywodząca się z kuchni staropolskiej (pierwsze wzmianki o niej datowane są na okres baroku). Rozpowszechniona jednak we Francji, przez co nazywa się ją ''francuską'', choć jest polska... :) Pewien francuski kucharz, podczas wizyty w ówczesnej Polsce tak zasmakował w tej zupie, że przywiózł przepis do swojej ojczyzny i tam ją rozpowszechnił. We Francji stała się bardzo popularnym daniem i tak już zostało, że nasza, polska zupa cebulowa została okrzyknięta francuską...
   W smaku jest słodkawa i delikatna, przebija się wyraźny aromat tymianku i zapach białego, wytrawnego wina. Bez zasmażki ani innego zagęszczacza, a mimo to gęsta. Na wywarze warzywnym, ale treściwa i sycąca. Rozgrzewająca, przez co jest idealna na zimne, jesienne dni...  
   Moja córeczka bardzo ją lubi, niecierpliwie na nią czeka i nieraz pomaga mi jak może w gotowaniu ;)




   Przygotuj:
-  3 duże cebule (użyłam cukrówek)
-  2 marchewki
-  1 pietruszkę
-  1 mały seler korzeniowy lub kawałek większego
-  2 listki laurowe
-  3 kulki ziela angielskiego
-  sól
-  pieprz
-  1,5 łyżeczki suszonego tymianku
-  0,5-2/3 szklanki białego wina (użyłam wytrawnego)
-  bułeczki na grzanki
-  ser żółty
-  świeży tymianek do dekoracji
-  2-3 łyżki masła

   Marchew, pietruszkę i selera obieramy i kroimy na mniejsze kawałki. Wrzucamy do garnka, dodajemy ziele angielskie i listki laurowe. Wsypujemy płaską łyżeczkę soli i około pół łyżeczki pieprzu. Zalewamy 1,5-2l zimnej wody i na wolnym ogniu gotujemy, aż warzywa zmiękną.





   W międzyczasie zajmujemy się cebulą. Obieramy ją i kroimy w grubą kostkę (możemy i w drobną, ale tak może się nie popłaczemy, pokroimy szybciej, a koniec końców i tak będziemy to miksować). Na patelni rozgrzewamy porządne 2-3 łychy masła (lub oleju) i na najmniejszym możliwym ogniu smażymy delikatnie posoloną cebulkę pod przykryciem, co jakiś czas mieszając, przez co najmniej 30-40 minut - ja smażę około 50minut. W razie potrzeby dokładamy masła lub oleju i smażymy dalej. Musimy bardzo uważać, żeby nie przypalić cebuli, wtedy nasza pyszna zupka pójdzie sobie w ch... eee... w daleki las :))

   Cebulka powinna być mięciutka, szklista, zrumieniona i porządnie uduszona, wręcz rozłażąca się już z tych kostek, w które ją pokroiliśmy.  Nie zwiększamy ognia, bo nic poza spaleniem cebuli na tym nie zyskamy. Dusimy na malutkim, wtedy wydobędziemy z niej najlepszy smak. Nie przyśpieszamy niczego na siłę, bo pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł, a nie w kuchni podczas gotowania. Kiedy cebulka będzie już gotowa (prawie) dosypujemy tymianek i mieszamy. Jeszcze chwilkę smażymy. Teraz dolewamy wino. Starannie mieszając, smażymy do momentu, aż wino odparuje. Tak, możesz odparować wino na większym ogniu ;)

   Do tej pory gotujące się warzywka powinny już zmięknąć. Z wywaru odławiamy listki laurowe oraz ziele angielskie, warzywa zostawiamy w spokoju. Zawartość patelni przekładamy do garnka i gotujemy razem jeszcze jakieś 20-30minut, najlepiej pod przykryciem.
   W tym czasie przygotowujemy grzanki/zapiekanki: bułeczkę kroimy w plasterki, smarujemy masłem i posypujemy startym żółtym serem. Zapiekamy do czasu, aż bułka będzie chrupka, a ser się stopi.

   Wracamy do garnka z zupką: próbujemy i w razie potrzeby doprawiamy solą i pieprzem, ewentualnie jeszcze odrobiną tymianku (moja mała powiedziała, że 1,5 łyżeczki tymianku to mało ;). Miksujemy na gładką masę.
   Podajemy z grzankami i żółtym serem, udekorowane świeżym tymiankiem.














Smacznego!!!!